Czujność psychiczna pomaga dostrzegać, co się dzieje wokół i wewnątrz nas. Gdy działa prawidłowo, chroni przed zagrożeniem. Na blogu opisywaliśmy już hypervigilance – stan nadmiernej czujności po traumie. Ale istnieje też jej przeciwieństwo: hypovigilance, czyli obniżona czujność. Gdy ciało i umysł reagują z opóźnieniem… albo wcale. Dziś przyjrzymy się, skąd się bierze i jak wpływa na codzienne życie.
Czym jest hypovigilance?
Hypovigilance to stan, w którym nasza czujność, zarówno fizyczna, jak i emocjonalna, zostaje znacznie obniżona. Osoba w takim stanie ma trudność z wychwytywaniem sygnałów z otoczenia, reaguje z opóźnieniem lub nie reaguje wcale. Nie zauważa, że ktoś przekracza jej granice. Nie dostrzega zmian w tonie głosu, mimice czy napięciu sytuacji. Czasem nie rejestruje nawet sygnałów płynących z własnego ciała – bólu, zmęczenia, zdenerwowania.
To nie to samo co zwykła nieuwaga. Hypovigilance nie wynika z braku zainteresowania czy rozkojarzenia. To efekt zakłóconej regulacji układu nerwowego, który nie włącza „alarmu”, nawet gdy coś faktycznie zagraża. W efekcie osoba może wydawać się nieobecna, chłodna emocjonalnie, bierna lub zaskakująco spokojna w trudnych sytuacjach. Ale to nie spokój – to wyłączenie.
Jak objawia się hypovigilance?
Czy czasem masz wrażenie, że wszystko dookoła dzieje się jakby obok Ciebie? Że ludzie widzą, czują i reagują szybciej, a Ty orientujesz się dopiero po fakcie? A może zastanawiasz się, dlaczego tak trudno rozpoznajesz, kiedy ktoś przekracza Twoje granice – jakby ciało nie dawało Ci żadnych ostrzeżeń?
Tak może wyglądać obniżona czujność, czyli właśnie hypovigilance.
Osoba w tym stanie często przeocza sygnały, które dla innych są oczywiste: napiętą atmosferę w rozmowie, subtelne sygnały zniecierpliwienia u rozmówcy, rosnące zmęczenie własnego ciała. Reakcje pojawiają się późno – albo wcale. To może prowadzić do sytuacji, w których ktoś czuje się nagle zaskoczony konfliktem, mimo że napięcie narastało od dawna. Albo nie potrafi odpowiednio wcześnie zadbać o siebie, bo ignoruje sygnały przegrzania, głodu czy bólu.
Z zewnątrz może to wyglądać jak wycofanie, chłód albo bierność. W rzeczywistości to mechanizm obronny. Układ nerwowy uczy się wyciszać reakcje, by uniknąć przeciążenia. Zwłaszcza jeśli wcześniej przez długi czas działał w trybie nadmiernej czujności.
Jeśli więc zastanawiasz się:
- „Dlaczego tak często dowiaduję się o czymś ostatni/a?”
- „Czemu nie czuję, że ktoś mnie przekracza, dopóki nie jest za późno?”
- „Dlaczego nie reaguję, choć wiem, że powinnam/ienem?”
– być może nie chodzi o brak zaangażowania. Może Twój organizm po prostu wyłączył czujność, żeby Cię chronić.
Hypovigilance a doświadczenia traumatyczne
Stan obniżonej czujności nie pojawia się znikąd. U wielu osób to efekt wcześniejszych, trudnych doświadczeń – zwłaszcza traumy, która przeciążyła układ nerwowy na tyle, że ten nauczył się „wyłączać”, by przetrwać. Gdy nie można było uciec ani się obronić, ciało wchodziło w stan zamrożenia lub podporządkowania. Hypovigilance to pozostałość po takich strategiach.
W przeciwieństwie do hypervigilance, gdzie umysł skanuje otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia, tu mamy wyciszenie. Jakby wewnętrzny radar się zepsuł – nie wysyła sygnału “niebezpieczeństwo”, nawet gdy coś realnie zagraża. To szczególnie częste u osób z zespołem stresu pourazowego o typie dysocjacyjnym, a także przy złożonej traumie (C-PTSD), przemocy w dzieciństwie czy przewlekłym zaniedbaniu emocjonalnym.
Niektóre osoby pytają wtedy:
- „Czy ja mam za mało emocji?”
- „Dlaczego nie odczuwam strachu, złości tam, gdzie trzeba?”
- „Czemu tak trudno mi się poruszyć, powiedzieć nie, zareagować?”
Wiele z tych pytań nie wynika z braku siły psychicznej. To efekt neurobiologii – układ autonomiczny może zareagować obronnie przez… brak reakcji. Hypovigilance często współwystępuje też z dysocjacją, odcięciem od ciała, trudnością w rozpoznawaniu własnych emocji (aleksytymia) czy somatycznym odrętwieniem. Warto podkreślić jeszcze raz: to nie jest lenistwo, wada, brak. To był i jest mechanizm przetrwania.
Konsekwencje stanu obniżonej czujności
Choć mechanizm obniżonej czujności powstaje po to, by chronić, z czasem może utrudniać codzienne funkcjonowanie. Osoba w tym stanie często nie zauważa sytuacji, które wymagają reakcji – a to rodzi realne konsekwencje. Może ponownie wchodzić w toksyczne relacje, bo nie dostrzega w porę sygnałów ostrzegawczych. Może pozwalać, by ktoś naruszał jej granice – nie dlatego, że się zgadza, ale dlatego, że jej ciało nie wysyła sygnału „stop”.
W pracy trudniej jej reagować w stresujących sytuacjach. W życiu społecznym może wydawać się zdystansowana. W relacjach – nieobecna. A gdy emocje w końcu dochodzą do głosu, często jest już za późno: frustracja, wstyd, poczucie winy albo lęk pojawiają się nagle, jakby z opóźnieniem.
To także stan, który zwiększa ryzyko przeciążenia organizmu. Gdy nie czujemy zmęczenia, nie dbamy o odpoczynek. Gdy nie odczytujemy sygnałów z ciała, łatwiej o wypalenie lub somatyzację.
Czy można odzyskać uważność?
Dobrą wiadomością jest to, że hypovigilance nie musi być stanem trwałym. Układ nerwowy jest plastyczny – może uczyć się na nowo reagować, rozpoznawać sygnały i wracać do równowagi. Do tego potrzebne jest jednak bezpieczeństwo. Czujność nie wróci, jeśli organizm nadal czuje się zagrożony.
W terapii pracuje się nad tym stopniowo – najpierw budując poczucie stabilności, potem ucząc rozpoznawania sygnałów z ciała i emocji. Pomagają w tym podejścia takie jak EMDR, somatic experiencing, a także techniki oparte na uważności (mindfulness). Nie chodzi o sztuczne pobudzanie reakcji, ale o delikatne przywracanie kontaktu ze sobą. Oczywiście taka zmiana wymaga czasu, cierpliwości i wsparcia. Obniżona czujność była w końcu próbą przetrwania i silnie utrwaliła się jako mechanizm obronny. Teraz może jednak nadejść czas na odbudowanie relacji z własnym wnętrzem – krok po kroku, bez presji.
Gdy ciało nie ostrzega – co dalej?
Stan hypovigilance nie zawsze jest łatwy do zauważenia. Nie krzyczy, nie napina mięśni, nie wywołuje paniki. Działa cicho – jakby ktoś ściszył wszystkie wewnętrzne alarmy. Ale to właśnie ta cisza może mówić najwięcej. Czasem o przeszłości, która była zbyt intensywna, czasem o ciele, które przestało wierzyć, że warto reagować.
Jeśli odnajdujesz siebie w tym opisie, pamiętaj – to nie jest Twoja wina. To strategia, którą Twój organizm przyjął, żeby Cię ochronić. Ale z pomocą terapeutyczną możesz stopniowo nauczyć się wracać do siebie. Do sygnałów, które kiedyś były zbyt trudne. Do emocji, które zostały zamrożone. I do czujności, która już nie musi oznaczać walki – ale uważność na własne potrzeby.
Źródła:
- Archambault, P. M., Marois, A., Fortin, M., Huot‑Lavoie, M., Boyd, J. G., & Gagnon, J.‑F. (2023). Psychophysiological models of hypovigilance detection: A scoping review. Psychophysiology, 60(11), e14370.
- Lanius, R. A., Vermetten, E., Loewenstein, R. J., Brand, B., Schmahl, C., Bremner, J. D., & Spiegel, D. (2010). Emotion modulation in PTSD: Clinical and neurobiological evidence for a dissociative subtype. American Journal of Psychiatry, 167(6), 640–647.
- Spiegel, D., Zimmermann, M., & Others. (2025). Dissociative subtype of posttraumatic stress disorder. In Merck Manual Professional Edition. Merck Sharp & Dohme.
- van Huijstee, J., i in. (2018). The dissociative subtype of post‐traumatic stress disorder: Clinical and neurobiological features. In Current Topics in Behavioral Neurosciences (Vol. 38, pp. 229–248). Springer.